Blog

Artykuł przeczytasz w: 12 min

Hubert Wagner – wielki lider o trudnym charakterze

„Trener musi mieć to coś. On musi być magikiem, który nie tyle zmusi ludzi do pracy, co ich do tej pracy zmotywuje” – tak o ojcu mówił Grzegorz, również siatkarz. Hubert Wagner bez cienia wątpliwości posiadał magiczne zdolności, ale dorzucał do nich ciężką pracę – wymagał od innych, ale i od siebie. Jak to się stało, że bez żadnego trenerskiego doświadczenia w ciągu czterech lat doprowadził kadrę polskich siatkarzy do największych tryumfu w historii?

Artykuł przeczytasz w: 12 min

SPIS TREŚCI

    „Wszechwładny i zaślepiony”, „Traktuje podwładnych jak zwierzęta”, „Pusty i dumny jak paw”, „Szkoda tylko tych czternastu męczenników”, „Czy władze nie dostrzegają jego dyktatorskich zapędów?”, „Mniejsza już o twardą rękę, ale ten prymitywizm postępowania…”, „Nawet w trumnie będzie pewny swego. On jest katem”.

    Tymi zaczerpniętymi z gazet cytatami Witold Rutkiewicz rozpoczyna swój słynny film „Kat”, którego bohaterem jest Hubert Jerzy Wagner – jednak nie Wagner-sportowiec, ale przede wszystkim Wagner-trener.

    Nie bez powodu więc następny kadr filmowy to obraz ciężkiej, katorżniczej pracy, jaką wykonują jego podopieczni przed igrzyskami olimpijskimi w Montrealu. Hubert Wagner zapytany po latach, czy legendy o jego treningach zawierają chociaż odrobinę prawdy, odparł: „Nie. Pracowaliśmy jeszcze ciężej, niż się opowiada”.

    Jak? Bieganie po górach z dodatkowym obciążeniem, na tętnie sięgającym 250 uderzeń na minutę to był trening „standardowy”. Hubert-trener siatkarzy doprowadzał ich do łez i wściekłości. Nienawidzili go, ale i kochali. Dlaczego? Bo to dzięki niemu w 1974 roku zdobyli mistrzostwo świata, wygrywając w Meksyku wszystkie 11 spotkań. Dwa lata później nasz #GameChanger powiedział: „Na igrzyska do Montrealu jedziecie po złoty medal„. I tak też się stało.

    Gdy kolega z zespołu staje się trenerem

    Rok 1973. Mija dziesięć lat, odkąd Hubert Wagner powołany został do drużyny narodowej jako zawodnik. Teraz, nagle, z dnia na dzień, zostaje w wieku 32 lat (nie osiągając w dodatku wybitnych sukcesów sportowych!) selekcjonerem reprezentacji Polski siatkarzy (nie mając także ukończonych nawet studiów na AWF…). Nic dziwnego, że nastroje w zespole nie są zbyt dobre…

    Co robi nasz #GameChanger? Zamiast zjednać sobie byłych kolegów, tylko dolewa oliwy do ognia. Jak wspomina ówczesny lider drużyny, Tomasz Wójtowicz, stanął on po prostu przed zespołem i zakomunikował, że odtąd wszyscy będą „zapieprzać jak nigdy dotąd”, ale za to obiecuje im, że odniosą sukces.

    Następnie dodał: „Kto tego nie akceptuje, może się od razu wycofać, ale ten, kto zostanie, musi bezwarunkowo przyjąć moje reguły gry”. Bo, jak powtarzał zawodnikom,: „W sporcie liczą się tylko zwycięzcy. Nikt po latach nie pamięta tych drugich i trzecich. Albo wygrywasz wszystko, albo nic”.

    Hubert Wagner – sportowy kat

    Wyznacz swojemu zespołowi cel, który powinien być na granicy jego możliwości. Ten cel muszą rozumieć i akceptować wszyscy. Jeden zbuntowany może zniweczyć pracę całego zespołu. Dlatego czasami będziesz musiał poświęcić najlepszych. (…) Stagnacja to śmierć zespołu. Nie pozwól na nią. Jeśli nie ma rozróby, wywołaj ją.

    Tak Hubert Wagner formułował zasady, którymi w jego mniemaniu powinien kierować się każdy lider. Nie tylko jednak radził, ale był bezkompromisowy w realizacji własnych zasad, nie bojąc się podejmować trudnych i kontrowersyjnych decyzji. Jedną z nich było wyrzucenie z zespołu przed igrzyskami olimpijskimi dwóch mistrzów świata – genialnego rozgrywającego Stanisława Gościniaka i Wiesława Czai:

    Zawiesiłem Gościniaka i Czaję za nieistotne przewinienia. Mogłem je puścić płazem, ale nie puściłem. Doprowadziłem do wstrząsu. Fizycznie osłabiłem drużynę, ale psychicznie ją wzmocniłem, dodatkowo ją zmobilizowałem. Pomógł mi pretekst, ale gdybym go nie dostał, sam wywołałbym awanturę.

    W Montrealu natomiast, gdy w pierwszym meczu z Koreą Południową Polacy przegrywali 0:2, szybko zdiagnozował problem. Widział, że na boisku od początku dzieje się coś nie tak między liderami zespołu – Boskiem i Skorkiem. W jednej chwili zdjął ich obu. Po tej zmianie Polska wygrała w pięciu setach, podobnie jak trzy kolejne mecze w turnieju – w tym ten najsłynniejszy i najważniejszy z ZSRR.

    Trener-nowator

    Nasz #GameChanger jako trener zdecydowanie wyprzedził swoją epokę. To właśnie mecz z ZSRR udowadnia najmocniej, jakim nowatorem był Hubert Wagner. Był jednym z pierwszych, który dostrzegł, jak ważna w sporcie jest gra psychologiczna – przez 30 lat powtarzał swoim zawodnikom „Trzeba ich wkur***… to stracą głowę”. Jeden z zawodników, Bosek, wspomina:

    Przed meczami odbywała się rozgrzewka. Ćwiczyliśmy po jednej stronie siatki, a ZSRR po drugiej. Jurek wymyślił, że gdy któryś z rywali podrzuci sobie piłkę do zagrania, ktoś z nas ma nagle pojawić się po drugiej stronie siatki i mu ją zabrać. I tak kilka razy. Poskutkowało. Po pewnym czasie wściekły radziecki trener przerwał zajęcia. Podszedł do organizatorów i zarządził, żeby zamiast wspólnej rozgrzewki najpierw jedni ćwiczyli 20 minut, a później drudzy. Manewr Wagnera zdziwił rywali, ale też wprowadził w ich szeregi niepewność.

    To także Wagnerowi polski sport zawdzięcza nowy system treningowy i sposób doboru zawodników, z którego – jak pisze Wojciech Drzyzga w książce Najlepszy trener w historii polskiej siatkówki – „korzystają chyba wszyscy polscy trenerzy i wielu zagranicznych”.

    Memoriał Huberta Wagnera

    Jako jeden z czterech Polaków w historii został przyjęty do amerykańskiej galerii siatkarskich sław (ang. Volleyball Hall of Fame). Nie tylko obiekty sportowe, ale i szkoły zostały nazwane jego imieniem i nazwiskiem. Najsłynniejszym upamiętnieniem pozostaje jednak do dziś, odbywający się od 2003 roku, Memoriał Huberta Wagnera – międzynarodowy siatkarski turniej.

    Chociaż zdobył niezbyt chlubny przydomek „Kata”, Hubert Wagner zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki. Geniusz. Prowokator. Wybitny trener. Zawsze bezkompromisowy i odważny, siatkówce oddał całe życie. Bo jak przyznaje jego syn Grzegorz, „Wiedział, że aby być wybitnym trenerem, trzeba coś poświęcić”. Tak właśnie rodzą się #GameChangerzy.

    Podoba Ci się ten artykuł?
    Oceń:

    Odmień z nami swój
    biznes online

    Postaw przed nami wyzwanie, opowiedz o problemie. My staniemy do walki.