Katarzyna Chojnowska 23-04-2020 #Koronawirus

Brzydkie słowo na „e”. W czasie epidemii w biznesie stawiać na etykę czy egoizm?

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wielką korporacją zatrudniającą tysiące pracowników czy niewielką rodzinną firmą – w dobie koronawirusowej pandemii definicja słowa wartość przedsiębiorstwa przestała oznaczać wyłącznie jego wyniki finansowe. Tymczasem kryzys, który jest obecnie w pełnym rozkwicie, kiedyś się skończy. Gdy już poradzimy sobie z sytuacją i odbudujemy się, przyjdzie czas na rozliczenia. Może okazać się, że warto było pomóc innym zamiast próbować wyciągnąć z kryzysu, ile się da. Klienci, a na pewno nasi kontrahenci, na pewno będą pamiętać.

W pewnej restauracji w połowie marca właścicielka poinformowała swoich pracowników, że z dnia na dzień lokal, w którym pracują, zostanie zamknięty. Najpierw na tydzień, potem na kolejny. Zaniepokojeni pracownicy zaczęli pytać, co z ich wypłatami. W odpowiedzi usłyszeli, żeby się nie przejmowali.

Nie minął tydzień, a dowiedzieli się, że pieniądze co prawda będą, ale w „niestandardowej” wysokości. Sprawa wyjaśniła się pod koniec miesiąca – wtedy to okazało się, że kucharze, kelnerzy i personel sprzątający dostali wybór – albo podpiszą aneksy zmieniające umowy na 1/8 etatu, albo tracą pracę.

To nie popularny w marketingu storytelling, to autentyczna historia z jednej z warszawskich restauracji. I jeden z wielu przykładów mało etycznego zachowania pracodawcy. Bo gdy dla jednych kryzys staje się bodźcem, by jeszcze lepiej zadbać czy to o swoich pracowników, czy o lokalną społeczność, dla innych jest pretekstem, by podwładnych wykorzystać.

Istnieje tylko jeden i jedyny rodzaj odpowiedzialności społecznej biznesu. To wykorzystywanie swoich zasobów i angażowanie się w działania, które zwiększą zyski. – twierdził noblista, jeden z ojców współczesnej ekonomii, Milton Friedman.

Ta maksyma nie zdążyła jeszcze przebić się do szerszego grona ekonomistów, a już byli tacy, którzy zaczęli się z nią fundamentalnie nie zgadzać. Dziś ten sprzeciw jest szczególnie głośny. Ale czy pandemia zmieni system wartości w biznesie?

Zabójczy egoizm

Jest na to szansa, choć na razie na rynku triumfy święci raczej bezduszny kapitalizm. Już co trzecie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwo usłyszało od swoich odbiorców: z powodu epidemii nie zapłacimy w terminie – wynika z badania przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor.

Niektóre z opóźnionych płatności będą naturalnym zjawiskiem wynikającym z realnych kłopotów firm, ale część kontrahentów nie zapłaci z egoizmu. Jedni przez zapobiegliwość i w trosce o własny biznes zatrzymają gotówkę na koncie na wszelki wypadek, inni co i przed pandemią nie należało do rzadkości, będą po prostu w ten sposób kredytować się cudzym kosztem.  

– mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z drugiej strony prawie 60% przedsiębiorców uznaje za prawdopodobne, że sami przestaną płacić swoim kontrahentom, by ratować sytuację firmy. A to może okazać się krótkowzroczną strategią. Pandemia, a co za tym idzie kryzys, kiedyś się skończy i to, jak ktoś zachowywał się w czasie największych trudności, z pewnością zostanie zapamiętane.

Podobnie jest na linii pracodawca – pracownik. Prawie jedna trzecia firm zaczęła zwalniać, zanim prezydent podpisał tak zwaną „tarczę antykryzysową” – wynika z informacji Pracodawców RP, organizacji zrzeszającej 19 tysięcy firm dających zatrudnienie 5 milionom osób.

Z jednej strony wirus wyciąga z niektórych to, co najgorsze, z drugiej zaraża dobroczynnością.

Wiatr zmian, czyli dokąd zmierzaliśmy przed pandemią

Zanim jeszcze dopadł nas ogólnoświatowy kryzys, w powietrzu czuć było zmianę. Oczywiście zysk nadal pozostał głównym celem przedsiębiorstw i ich właścicieli, ale część z nich zaczęła dostrzegać szerszą perspektywę. Tak wynika z najnowszego badania „The Fourth Industrial Revolution” Deloitte, które firma przedstawiła podczas ostatniego forum ekonomicznego w Davos.

W badaniu przeprowadzonym dwa lata temu 35% dyrektorów uważało, że organizacje muszą poświęcić więcej czasu na przygotowanie się do ewentualnego wpływu nowych rozwiązań technologicznych na społeczeństwo. W najnowszym – to już blisko sześciu na dziesięciu ankietowanych.

Jednym z powodów, dla których prowadzimy naszą działalność, jest wywarcie pozytywnego wkładu na społeczeństwo. Zarabianie jest w naszej firmie proporcjonalne do możliwości wywarcia pozytywnego wpływu.

– zapewnia Shunsuke Okada, wiceprezes Toshiba Digital Solutions.

Podobnie deklaruje wielu wysokich rangą dyrektorów korporacyjnych. Ośmiu na dziesięciu z nich rozwinęło w ostatnim roku usługi lub produkty, które miały pozytywny wpływ na społeczeństwo lub środowisko. Przy tym 88% przyznaje, że działania te przyniosły dochód. Co ciekawe, to nie jest specyfika tego konkretnego rynku. Badanie bowiem przeprowadzono na dwóch tysiącach specjalistów z dziewiętnastu państw.

Zmiana priorytetów – od ekologii do epidemiologii

Gdy odpowiadali na ankiety, magazyn „Time” wybierał na człowieka roku charyzmatyczną nastolatkę Gretę Thunberg, a pojęcie zmiany klimatyczne odmieniano przez wszystkie przypadki. Gdy raport był prezentowany, płonęły lasy Australii, a media społecznościowe zalewały zdjęcia i filmiki poparzonych koali uciekających przed ogniem.

Nic więc dziwnego, że w badaniach kwestie środowiska naturalnego poszybowały z 10% do 48%. Niemal połowa przebadanych dyrektorów korporacyjnych uważa, że zmiany klimatyczne negatywnie wpłyną na ich organizację. A dlaczego skupiają się także na celach społecznych?

Przede wszystkim dla zysku, dlatego, że jest to priorytet dla konsumentów czy inwestorów, ale też z powodu nacisków pracowników, czy by poprawić reputację firmy. Z innego badania – Deloitte Global 2019 Millennial Survey wynika bowiem, że milenialsi i pokolenie Z nie tylko rezygnują z kupowania produktów firm, które mają zły wpływ na społeczeństwo czy środowisko, ale także nie chcą w takich firmach pracować.

Naszym celem jest przejście do 2035 roku w pełni na energię odnawialną – przyznaje pytana przez badaczy Deloitte Sarah Kennedy, wiceprezes Adobe Experience Cloud.

Adobe zmiany zaczyna od swojej siedziby głównej w San Jose. O środowisko dba także wspomniana wcześniej Toshiba. W swoim Kawasaki Smart Community Center zainstalowała 35 tysięcy czujników ruchu, które kontrolują oświetlenie, klimatyzację i windy, przez co zmniejszyła redukcję CO2 o połowę.

Tak korporacje wartościowały społeczne cele, jakim się poświęcają. Na pierwszym miejscu były zapobieganie zmianom klimatycznym wyczerpywaniu surowców naturalnych. Starało się zapobiegać im 61% badanych dyrektorów. Potem były nierówności w dochodach, handel ludźmi czy imigracja. Opieka zdrowotna i przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się chorób były ważne dla zaledwie 16% ankietowanych.

Tak było w styczniu. Potem nadeszła katastrofa.

Pandemia wyciąga z nas to, co najlepsze?

Jeśli coś zabije 10 mln ludzi w ciągu najbliższych dekad, najprawdopodobniej będzie to wysoce zakaźny wirus, a nie wojna. Nie pociski, a mikroby. Częściową przyczyną są ogromne inwestycje w nuklearne straszaki przy znikomych nakładach na powstrzymanie epidemii. Nie jesteśmy gotowi na kolejną epidemię.

– mówił w 2015 roku Bill Gates.

Wygłosił wówczas wykład o zagrożeniach, jakie mogą spotkać ludzkość w najbliższych latach. Dziś założyciel Microsoftu stał się z tego powodu ofiarą teorii spiskowych. Ich zwolennicy uznali, że to on jest winien pandemii koronawirusa. Tymczasem to fundacja Gatesów od lat przeznacza miliony na badania, które mają usprawnić walkę z tego typu zagrożeniami. Według Candid, głównej organizacji, która zbiera informacje o danych finansowych na temat filantropii na świecie, fundacja założyciela Microsoftu wydała na walkę z koronawirusem 111 milionów dolarów, stając się piętnastym pod względem wysokości kwot filantropem na świecie.

Gates mówił o zabójczych mikrobach, gdy śmiertelne żniwo w Afryce zbierała ebola. Niewielu podejrzewało wówczas, że pandemia innego wirusa rozprzestrzeni się tak szybko i tak niespodziewanie po całym globie.

Murem za pracownikiem

Czas pandemii stał się dla niektórych firm szansą, by postawić pracownika na pierwszym miejscu. Pracownika, który zderzył się z nową rzeczywistością pracy zdalnej, żyje z obawą o zdrowie i życie swoje i swoich najbliższych, stara się nie zwariować, łącząc pracę z opieką nad dziećmi, trwa w niepewności, bo nie wie, czy jego firma za kilka miesięcy będzie nadal funkcjonować.

W pierwszej kolejności lider powinien odnieść się do niepokoju i pewnego rodzaju chaosu informacyjnego, które pojawiają się w takiej sytuacji i są jej naturalną konsekwencją. Doświadczają tego zarówno pracownicy, jak i partnerzy biznesowi czy klienci. Konieczne jest również sprawne powołanie sztabu kryzysowego, umiejętna, przejrzysta, bieżąca komunikacja – i last but not least – określenie roli lidera w tej zupełnie nowej sytuacji

– można przeczytać w wywiadzie z Tomaszem Konikem, partnerem zarządzającym Deloitte w Polsce zamieszczonym na stronie firmy.

W Stanach Zjednoczonych właśnie dobiegł końca trwający dziesięć lat okres nieustannego wzrostu zatrudnienia, a miliony ustawiły się w kolejce po zasiłek. Niewiele lepiej jest w Europie, w tym także w Polsce. Tracących pracę na Starym Kontynencie można liczyć w setkach tysięcy. Zapanowały strach i niepewność. Choć nie w każdej firmie.

Szef 4F Igor Klaja na antenie Polsat News zapowiedział, że z powodu epidemii nie zwolni ani jednego pracownika, a przeciwne zachowanie nazwał szaleństwem, czymś nieetycznym i niemoralnym.

Ta obietnica będzie tak długo trwała, dopóki nie ogłosimy upadłości. Nie tędy droga. Droga jest w solidarności.

– podkreślił Klaja.

Unilever z kolei zapewnił, że przez najbliższe trzy miesiące pracownicy nie muszą obawiać się obniżki pensji. Nawet, gdy w związku z epidemią nie mogą pracować

Z zaniepokojeniem obserwujemy wpływ koronawirusa na życie ludzi na całym świecie. Świat stoi przed największą próbą od dziesięcioleci (…). Wierzymy, że pomagając chronić źródła dochodów i miejsca pracy naszych pracowników, zapewniamy im bezpieczeństwo podczas tych niepewnych czasów.

– twierdzi Alan Jope, CEO Unilever.

Filantropia czy PR? Dobroczynność się opłaca

Dbanie o pracowników, choć ważne dla samej organizacji, często jest mało nośne. Bo jak medialnie sprzedać wydłużenie przerw pomiędzy zmianami w Grupie Raben, tak, by pracownicy się nie spotykali, czy dzielenie pracowników na zespoły pracujące w tygodniowych interwałach w Citi Handlowym.

Wrażenie robią natomiast liczby. Dajmy na to 100 milionów złotych – tyle tylko do końca marca przekazały na walkę z koronawirusem spółki skarbu państwa takie jak Orlen, Bank Pekao, Polfa Tarchomin, Grupa PZU czy KGHM. Inaczej jest w przypadku salonów meblowych Agata. To ta firma, przekazując milion złotych na walkę z koronawirusem, rozwiązała worek z filantropami. Wtedy, na początku marca, to był ewenement, teraz podobnych inicjatyw trudno się doliczyć.

Grupa Enea pomaga seniorom w zakupach. IKEA wyposaża schroniska dla bezdomnych, punkty pomocy i miejsca kwarantanny. Tesco przekazuje żywność Bankom Żywności oraz Caritas. Coca-Cola zapewnia wodę i inne napoje szpitalom zakaźnym. Z kolei „Jesteśmy Razem. Pomagamy” to inicjatywa skupiająca przedsiębiorców, którą zainicjował Leszek Gierszewski, założyciel i prezes spółki Drutex. W ciągu miesiąca zebrano pomoc w wysokości przekraczającej 20 milionów złotych.

Tylko działając razem, wykorzystując nasze doświadczenie w zarządzaniu kryzysem, a także nasze kontakty i struktury, które jako przedsiębiorcy budowaliśmy latami, możemy realnie poprawić sytuację w placówkach medycznych i podnieść poziom bezpieczeństwa pracujących w nich ludzi.

– wymienia Leszek Gierszewski.

Firma Budimex wsparła szpitale kwotą miliona złotych, LPP kupiło sprzęt ochronny, Pekabex przekazał maseczki i kombinezony, Dr. Irena Eris podarowała kosmetyki, które trafiły do placówek medycznych, Somfy wspiera Instytut Matki i Dziecka, grupa Kęty przekazała płyny odkażające, przyłbice i pomoc pieniężną szpitalom i pogotowiom ratunkowym. A lista jest znacznie dłuższa.

Przyjemne z pożytecznym

Z kolei aplikacja Booksy rozpoczęła akcję wsparcia tysięcy fryzjerów, masażystów, kosmetyczek – ponad 300 tysięcy osób, które 1 kwietnia, z dnia na dzień straciły pracę. Każdy użytkownik aplikacji może przekazać salonowi, który zna, darowiznę. Nie jest to forma przedpłaty, a gest solidarności, który pozwoli im przetrwać.

Ambiwalentne uczucia wzbudziły natomiast działania Orlenu. Na początku marca z powodu pandemii w całej Polsce zaczęło brakować żelów i płynów antybakteryjnych. Wtedy to gigant paliwowy przemodelował jedną ze swoich fabryk tak, by zamiast płynu do spryskiwaczy produkowała płyn do dezynfekcji rąk. Produkt od momentu pojawienia się na rynku budzi ogromne emocje. Najpierw oburzenie wzbudziła cena pięciolitrowego opakowania – kosztował 95 złotych. Pojawiły się głosy, że Orlen chce zarobić na kryzysie, koncern cenę tłumaczył rosnącymi cenami surowców, podkreślając, że i tak kształtuje się ona poniżej średniej rynkowej. Po naciskach konsumentów została obniżona do 49.

Business as usual

Jedni dbają o pracowników, inni o służbę zdrowia, jeszcze inni o młodzież, osoby starsze, przedsiębiorców na skraju bankructwa. I choć przyświecają im szczytne idee, to takie działania, przeprowadzone umiejętnie, po prostu opłacą się.

Filantropia staje się unikalną wartością pracowników, inwestorów i przede wszystkim klientów. Nawet gdy jej efekty trudno ująć w finansowych zestawieniach, a skutki odroczone są w czasie. Blisko trzech na czterech milenialsów jest skłonnych płacić więcej za marki społecznie odpowiedzialne. Dodatkowo akcje pomocowe wpływają na wizerunek firmy. Bo chyba każdy słyszał o płynie Orlenu, przekonał się na własnej skórze, stojąc w kolejce do banku, jak ten dba o swoich pracowników i klientów, zobaczył choć jedną relację w mediach opisującą przekazanie sprzętu szpitalom, gdzie pada nazwa firmy.

Strona Harbingers wykorzystuje pliki cookies. Umożliwiają one sprawne działanie strony, narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły na ten temat znajdziesz w Polityce Prywatności. Ustawienia cookies możesz zmienić w preferencjach swojej przeglądarki internetowej. OK