Katarzyna Chojnowska 27-05-2020 #Koronawirus

Jednoosobowe ekspresy i maseczki, czyli jak zmieni się nasza praca po koronawirusie?

Pandemia koronawirusa wywarła ogromny wpływ na wiele nawyków leżących u podstaw naszego społeczeństwa. I chyba nigdzie nie zakłóciła normalnego funkcjonowania tak, jak w miejscach pracy. Tysiące zostały zamknięte w domach, a managerowie, którzy latami opierali się elastycznym formom świadczenia pracy, nagle musieli umożliwić to całym legionom pracowników. Wkrótce okaże się, czy ta armia wróci do koszar.

Coś się zmieniło i to prawdopodobnie na zawsze. Można zakładać, że świat się obudzi z koronawirusowego koszmaru, otrząśnie i ruszy dalej, jak zwykle. Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że w wielu dziedzinach życia nic już nie będzie takie jak dawniej. Pewnych mechanizmów nie da się zatrzymać.

Koronawirus fundamentalnie zmienił każdy aspekt naszego funkcjonowania – od dojazdu do pracy, po sposób, w jaki wykonujemy swoje obowiązki i kształt interakcji ze współpracownikami. Zaczynając od rzeczy trywialnych jak środki ochrony i nowe procedury dotyczące zdrowia, a kończąc na większym nacisku kładzionym na zdrowie psychiczne.

Work-life balance

Wstajemy koło 8 rano. Następnie z kanapką w jednej ręce i kawą w drugiej, jeszcze w piżamie, jeszcze z roztrzepanymi włosami i jeszcze bez makijażu czy porządnego golenia, spokojnie sprawdzamy maile. Nikt nam nie stoi nad głową, nikt nie jest w stanie sprawdzić, czy faktycznie w pocztową skrzynkę zerkamy. Przecież świat się nie zawali, jeśli będziemy tylko „odhaczać” kolejne wiadomości, a w tym czasie dopilnujemy, czy zebraliśmy plony na naszej wirtualnej wyspie lub czy nikt nie najechał naszej równie nierealnej wsi. Przecież i tak wszystko zdążymy zrobić. Przed pandemią ratowały nas przerwy na lunch, na papierosa, minuty spędzone na rozmowach przy ekspresie. Teraz obijać się możemy „na legalu”, a pracę i tak zdążymy zrobić.

Okazuje się, że na dłuższą metę, obrazek ten nie jest ani taki sielski, ani taki kolorowy i coraz częściej pojawiają się na nim rysy. Z badań Box, firmy zajmującej się oprogramowaniem wynika, że jedną z pierwszych ofiar przejścia na pracę zdalną były tradycyjne godziny pracy. Spokojna praca przy komputerze przez osiem godzin od 9 do 17? „Nie rozśmieszajcie mnie” – odpowiadają rodzice, którzy zdalną pacę przeplatają ze zdalną szkołą. Box twierdzi, że przerwy na lunch stały się luksusem, na który niewielu może sobie pozwolić, a czas pracy wykonywanej poza jej godzinami wzrósł o jedną piątą.

praca-koronawirus

Ale to, co jest problemem dla pracownika, jest też problemem dla firmy. Ograniczenia i nowe rozwiązania, jakie wymusiła na pracodawcach pandemia, musiały przełamać psychologiczną barierę „nie da się”. Tym, którzy do tej pory opornie wprowadzali pracę zdalną, bo: firma jest za duża, bo pracownicy sobie nie poradzą, bo branża się do tego nie nadaje, bo nie będziemy umieli się komunikować, bo wszystko będzie trwało zbyt długo, bo tak się po prostu nie da – pandemia udowodniła, że jednak się da. Choć nie bez problemów.

„Business is not as usual”

Z badań Society for Human Resource Management, największej na świecie organizacji zrzeszającej ponad 300 tysięcy specjalistów od zarządzania kapitałem ludzkim wynika, że 71% pracodawców, nadal nie potrafi się odnaleźć w takie formie pracy, 65% nie radzi sobie z utrzymaniem motywacji pracowników, a jedna trzecia ma problem z kulturą organizacyjną i produktywnością pracowników.

Rynki sięgnęły dna, firmy są zamknięte, a miliony pracują z domu. To czas zmian, wyzwań i niepewności. Ale to także stan nietrwały – w końcu minie. Gospodarka ożyje, biznes odbije się i wkrótce pracownicy wrócą do pracy. Ale nie będzie już działać tak, jak zwykle.

– przestrzega Johnny C. Taylor, Jr., prezes SHRM

Gdy koronawirusowe szaleństwo się skończy, wszyscy staniemy przed wyborem – co z dotychczasowych nawyków warto zatrzymać, a co należałoby zmienić. Wydaje się, że na pierwszy ogień pójdzie praca zdalna.

To, co do tej pory było raczej formą nagradzania pracowników, stało się codziennością. A zalety tego rozwiązania zaczynają się, gdy już sobie uświadomimy, że do firmy nie będziemy musieli dojeżdżać. Wiele badań pokazuje, że to właśnie ta podróż bywa najgorszą częścią dnia. W badaniu Ford European Commuter Survey przeprowadzonym wśród 5003 osób dojeżdżających do pracy w Barcelonie, Berlinie, Londynie, Madrycie, Paryżu i Rzymie stwierdzono, że dojazd do pracy „powoduje większy stres nie tylko niż rzeczywiste wykonywanie obowiązków, ale nawet wizyta u dentysty”.

Kiedy wyeliminujemy dojazdy i zapewnimy pracownikom możliwość wyboru miejsca pracy, wpływa to na cały świat. Emisja dwutlenku węgla i zużycie energii znacznie się zmniejszają, infrastruktura transportowa jest mniej zatłoczona, życie rodzinne i zdrowie psychiczne lepsze, zespoły są bardziej zróżnicowane i sprzyjają włączeniu społecznemu, podział na miasta i wsie przestaje mieć znaczenie, a lista zalet jest długa.

– wymienia Laurel Farrer, założycielka Stowarzyszenia Pracy Zdalnej.

Farrer cytowana jest w raporcie amerykańskiej firmy Buffer. Z tego samego badania wynika jednak, że praca zdalna, choć ma zalety, nie zawsze jest tak kolorowa.

Firmy często chcą wspierać swoich zdalnych pracowników, ale nie są pewne, co im właściwie zapewnić i jak zarządzać polityką pracy zdalnej. Nawet proste korzyści, takie jak szybki Internet, sprzęt lub przestrzeń coworkingowa, tworzące odpowiednie środowisko dla wydajnej pracy, są trudne do wdrożenia

– podkreśla w tym samym badaniu Sarah Ahmad, współzałożyciel Mistro

I tak tylko 15 procent ankietowanych przyznaje, że firma płaci za ich internet, 21 za telefon komórkowy, zaledwie 9 za kawę, jeżeli zdecydujemy się pracę przenieść do najbliższej kawiarni.

Natomiast do zdecydowanie większych niedogodności pracy zdalnej pracownicy zaliczali: trudności ze współpracą i komunikacją, poczucie osamotnienia, trudność z wyłączeniem trybu „praca”. Także dlatego część z nich wróci do biura. Pytanie tylko, jak będzie ono wyglądać.

Maseczki, rękawiczki, dystans

Biuro w czasach pandemii będzie musiało nieco się zmienić. Już teraz firmy likwidują otwarte przestrzenie na rzecz zamkniętych kabin i oddzielnych pokoi. Ciekawą koncepcję przedstawiła firma Cushman & Wakefield.

Tak zwane „6 Feet Office” to nie tylko ustawienie mebli w biurze, to cały zestaw zasad. Od zachowuj się odpowiedzialnie, przez poruszaj się zgodnie z ruchem wskazówek zegara i zachowaj dystans, po wyczyść klawiaturę i biurko po skończonej pracy.

Do tego dochodzą kontrole temperatury czy środki ochrony osobistej jak maseczki, rękawiczki, gogle, odzież ochronna. Firmy pracują nad protokołami bezpieczeństwa. Szczególnie dotknie to fabryki i usługi. Ale i białe kołnierzyki odczują, jak pandemia zmieniła świat, gdy oni byli zamknięci w domach.

Bo to dopiero początek koronawirusowego biznesu. Epidemia zawsze była matką wynalazków. I praca zdalna nie jest najbardziej spektakularnym z nich.

Epidemia matką wynalazków. Od zamierzchłej przeszłości…

Gdyby nie bakterie i wirusy, postęp w nauce czy sztuce mógłby nie być tak spektakularny. Pierwszy przykład z brzegu? Grawitacja! To właśnie podczas epidemii dżumy, Isaac Newton, który był wówczas studentem na Cambridge, opracował metodologię rachunku różniczkowego. Zamknięty w domu na wsi, wpatrując się w sady za oknem, zaczął pracę nad prawem ciążenia, do czego zainspirowały go spadające jabłka.

Dzięki koronawirusowi globalnie wzrosła potrzeba, wydawałoby się całkiem fundamentalna – zachowania higieny. W XXI wieku nauczyliśmy się myć ręce, w XVIII – zaczęliśmy używać perfum. Otwarte buteleczki noszone w okolicach nosa miały chronić przed morowym powietrzem.

Bez epidemii nie byłoby też „Króla Leara”. To właśnie w trakcie wielkiej epidemii dżumy Szekspir miał napisać swój mroczny dramat.

Współczesne efekty pandemii mogą okazać się może nie tak spektakularne, ale na pewno bardziej użyteczne.

… do przyszłości

Skutkiem „ubocznym” koronawirusa są nie tylko zmiany w stosunkach pracy czy szersze wykorzystanie komunikacji internetowej. Okazało się właśnie, że jednym z najbardziej przydatnych wynalazków ostatnich dekad jest druk 3D. To, co do niedawna traktowane było jak zabawa, dziś stało się poważną dziedziną gospodarki. Z drukarek wychodzą przyłbice dla medyków, fragmenty masek, a nawet rurki do intubacji czy części do respiratorów.

Wraz z epidemią rynek zalało też morze gadżetów. Część może wejść na dobre do firmowych protokołów bezpieczeństwa, część raczej nie ma na to szans. Zacznijmy więc od sprzętu, bez którego nie możemy się współcześnie obyć – naszych telefonów. Z badań przeprowadzonych przez University of Michigan’s School of Public Health wynika, że to prawdziwe szlaki Petriego. Dlatego Casetify wymyśliło pojemnik, który odkaża światłem UV.

Spotkania przy ekspresie stały się ostatnio mało atrakcyjne? Keurig zaprojektował mini, jednoosobowe urządzenie, które spokojnie zmieści się na biurku. Dotykanie klawiatury i myszki przyprawia o dreszcze? Nie musi. WetKeys proponuje urządzenia, które można myć pod bieżącą wodą.

Istnieją jednak aspekty naszego powrotu po pandemii, których nie da się zdezynfekować, odizolować czy spłukać. Na całym świecie wskutek epidemii giną setki tysięcy osób. Nie wszyscy radzą sobie z tą świadomością teraz, podobnie będzie, gdy odmrozimy gospodarkę. Dlatego także pracodawcy będą musieli zwrócić uwagę na zdrowie psychiczne pracowników.

Przygnębienie, izolacja, samotność

Prawie co czwarty ankietowany z badania Society for Human Resource Management często jest przygnębiony, w depresji, nie widzi nadziei. Dlatego już teraz część firm rozważa włączenie do swojej kultury organizacyjnej psychologa.

Po powrocie do biur w wielu przedsiębiorstwach konieczna będzie redukcja zespołów, przewartościowanie tego, kto jest niezbędny a kto nie, kto musi pojawić się w firmie, a kto może pracować zdalnie. Automatycznie część pracowników zostanie obarczona większą ilością obowiązków. Nie każdy będzie na to gotowy. I tu istotna rola managerów, którzy będą musieli zadbać o pracowników na miejscu – przeciwdziałać wypaleniu, zwalczać stres i frustrację. Zrozumieć też problemy, z jakimi borykają się ci, którzy pracują zdalnie.

Co piąty pracownik czuje się samotny i opuszczony. Nie jest to jednak skutek pandemii, a szersze zjawisko, które na Zachodzie monitoruje się od lat. W Stanach Zjednoczonych i na Wyspach mówi wręcz o epidemii samotności. Jednak koronawirus i zamknięcie milionów ludzi w domach tylko ten proces uwypuklił.

COVID-19 pokazał też, jak wielu dotyka problem pracoholizmu. Pandemia, a właściwie jej skutek w postaci pracy zdalnej, rozwiał mit, że pracownikowi trzeba patrzeć na ręce, żeby dobrze pracował. Szczególnie, gdy jedynym sposobem, by udowodnić swoją wartość jako pracownika, jest pokazać efekty pracy. Mało kto potrafi jasno wyznaczyć wtedy granicę pomiędzy życiem prywatnym zawodowym. Trudno jest zamknąć drzwi biura o 17 i nie myśleć o pracy do 9 dnia następnego.

Czarne łabędzie w odcieniach szarości

Kiedyś mówiło się o takich wydarzeniach jak panująca pandemia „czarny łabędź”. To zjawisko, którego nie da się przewidzieć, nie da się na nie przygotować i występuje bardzo rzadko. Kiedyś takie łabędzie nawiedzały nas może raz na dziesięciolecie.  W XXI wieku jest to już 3-4 razy. Są one coraz częstsze i coraz bardziej druzgocące w skutkach. Stąd tak ważne jest, by przewidzieć nieprzewidywalne i przygotować na to pracowników.

Dobry szef lub szefowa od kapitału ludzkiego uzbroi pracowników z zestaw umiejętności, świetny – ochroni pracowników w kryzysowej sytuacji, najlepsi – wykorzystają szansę i pozwolą firmie rozkwitnąć.

Strona Harbingers wykorzystuje pliki cookies. Umożliwiają one sprawne działanie strony, narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły na ten temat znajdziesz w Polityce Prywatności. Ustawienia cookies możesz zmienić w preferencjach swojej przeglądarki internetowej. OK