Katarzyna Chojnowska 28-08-2020 E-commerce

Instagram zmieni sposób, w jaki kupujemy? Na pewno będzie próbował

Trafienie w gusta konsumentów nie jest łatwe. Tak jak i niełatwe jest precyzyjne przewidywanie ich działań. Nie potrzeba jednak szklanej kuli, by wiedzieć, że musisz być tam, gdzie twoi klienci i sprawić, by zakupy stały się proste i przyjemne. Z tego założenia musieli wyjść giganci sieci, wprowadzając opcję bezpośrednich zakupów. To nowe pole do popisu dla firm i rynku, który według Deutsche Bank, w 2021 roku będzie warty 10 miliardów dolarów.

Instagram zabawka czy dodatek?

Instagram świetnie sprawdza się jako platforma do udostępniania zdjęć, interakcji z celebrytami czy odkrywania modnych stylizacji. Zabawka i dodatek, a właściwie narzędzie reklamowe, które pozwala dotrzeć do konsumentów – tak domy mody, koncerny i duże marki do niedawna postrzegały Instagram. Czas przeszły został użyty nie bez przyczyny. Platforma wykonała w ostatnich miesiącach serię ruchów, by stać się centrum zakupowym, zmuszając tym firmy do dostosowania swoich strategii cyfrowych do nowych standardów.

Jedną z dwudziestu firm, które jako pierwsze udostępniły klientom nową opcję zakupów, była w Stanach Zjednoczonych marka Revolve.

„Aspirujemy do utworzenia wyjątkowego środowiska bezproblemowych zakupów. Interfejs Instagrama wzbogacony o opcję Dokonaj zakupu pozwoli jeszcze skuteczniej dotrzeć do odbiorców z pokolenia millenialsów. Młodzi klienci z pewnością docenią nową, szybką i prostą metodę zakupu przez platformę, na której oglądają nasze produkty, zawartość i aktywnie się udzielają.” – twierdzi Ryan Pabelona, dyrektor ds. marketingu efektywnościowego Revolve.

Sam proces kupowania faktycznie został skrócony do minimum. Sklepy można odkryć między innymi poprzez stories lub reklamy. Z tego poziomu można przeglądać ofertę firmy, zapisywać produkty i kupować – bez opuszczania aplikacji. Użytkownicy aplikacji zainteresowani zakupem promowanego produktu, nie są już przekierowywani na stronę zewnętrznego sklepu. Mogą zapłacić za pośrednictwem Instagrama, który pobierze odpowiednią prowizję od wystawcy.

„Współpraca z Instagramem otwiera niezwykle ekscytujące perspektywy. Dzięki niej ułatwimy klientom dostęp do produktów Nike, przy użyciu nazw kont @nikewomen i @niketraining, a droga od inspiracji do zakupu stanie się krótsza.” – podkreśla w komunikacie tego medium społecznościowego, Daniel Heaf – dyrektor generalny Nike Global Digital Commerce.

View this post on Instagram

“I’m going to be myself no matter what and let people know.” ⁣ ⁣ Erica Bougard is a two-time national champion of the heptathlon (yes, that means 7 different events 🤯) and she’s working hard to set an example for LGBTQIA+ youth by living her truth. “I let the track community know that this is me, this is who I am. This is who I've always been.” 🏳️‍🌈🏳️‍🌈🏳️‍🌈

A post shared by Nike Women (@nikewomen) on

Kwestia skali

Dlaczego Instagram staje się taki istotnym wirtualnym centrum handlowym? Tu ważne są liczby. W aplikacji, każdego miesiąca aktywnych jest ponad miliard kont. Dziewięć na dziesięć kont obserwuje co najmniej jedną firmę, a pół miliarda korzysta z Instagram Stories – każdego dnia.

Potencjał jest spory, choć do tej pory grono, które mogło korzystać z takich atrakcji, było dość elitarne. Początkowo było to zaledwie 20 firm w Stanach Zjednoczonych. Testy zakończyły się w połowie lipca, co nie oznacza, że funkcja dostępna jest już dla europejskich czy azjatyckich koncernów. Instagram nadal testuje to rozwiązanie. „Aktualnie finalizacja zakupu jest dostępna tylko dla klientów w USA, w wybranych firmach” – przeczytać można na stronie aplikacji.

Jednak eksperci nie mają złudzeń. Przyszłością e-commerce są zakupy za pomocą smartfona. Dlatego kolejne social media wprowadzają możliwość kupowania bezpośrednio w aplikacji. Na taki krok zdecydował się właśnie Facebook.

„Chcemy pomóc małym firmom w adaptacji do nowych warunków i ułatwić ludziom kupowanie rzeczy, które kochają.” – deklaruje Facebook.

Sam mechanizm nie jest nowy, a social media nie od dziś są miejscem, gdzie użytkownicy szukają zakupowych inspiracji. Do tej pory jednak mało kto czerpał z tego tytułu konkretne zyski – choć oczywiście zdarzały się takie próby. Pinterest oferuje tego typu możliwości zakupowe, nazywane „pinezkami do kupienia”. Obejmują one produkty marek, takich jak na przykład Nordstrom. Jednocześnie Snapchat współpracuje z niektórymi markami i celebrytami (w tym z Kylie Jenner), aby umożliwić użytkownikom kupowanie produktów za pośrednictwem aplikacji. Użytkownicy mogą przejrzeć stories celebrytki i kupić jeden z produktów kosmetycznych jej firmy.

„Całe zjawisko jest bardzo obiecujące.” – stwierdził w rozmowie z CNN Anindya Ghose, profesor w Stern School of Business na Uniwersytecie Nowojorskim, który prowadzi zajęcia na temat handlu elektronicznego i mediów społecznościowych. „Wiele firm próbowało tego dokonać z różnymi rezultatami. Potencjał jest znacznie większy niż to, co widzieliśmy do tej pory.”

Komercyjnie czy hobbistycznie?

Ułatwienia dotyczące zakupów w sieci zaczynają wprowadzać giganci rynku. Instagram zrobił pierwszy krok jakiś czas temu, wprowadzając oznaczanie produktów. Obecnie 130 milionów użytkowników co miesiąc dotyka postów zakupowych, aby dowiedzieć się więcej o produktach.

Jednak sam proces na wielu rynkach jest nadal uciążliwy. W wielu przypadkach użytkownicy muszą wyjść z aplikacji i przejść na stronę konkretnego sklepu, by dokonać zakupu. Ten rodzaj polowania bywa frustrujący. Szczególnie gdy znalezienie wyselekcjonowanej mieszanki ubrań od marek i celebrytów, staje się wyzwaniem związanym z przewijaniem dziesiątek stron i setek produktów.

„Użytkownicy Instagrama zachowują się inaczej niż na pozostałych platformach. Chcą widzieć produkty, informacje o nowościach i trendach.” – podkreślała podczas panelu dyskusyjnego w ramach Facebook Community Boost Emma Watkinson, prezeska SilkFred – cyfrowej platformy, umożliwiającej kupowanie produktów niezależnych marek modowych.

Taka droga rozwoju portalu nie wszystkim się jednak podoba. To właśnie urynkowienie aplikacji miało być jednym z powodów, dla których z firmą rozstali się jej założyciele – Kevin Systrom i Mike Krieger. Mówiło się, że nie podobają im się zmiany, które pojawiły się po przejęciu platformy przez Facebooka w 2012 roku. Z pamiętnika i źródła inspiracji, Instagram miał się stać gigantycznym sklepem i słupem ogłoszeniowym.

Zapisz się do newslettera!

Z drugiej strony więcej reklamowych treści może oznaczać spadek zaufania i utratę autentyczności. Czy tak się stanie, o tym jeszcze się przekonamy. Na razie wydaje się, że nisza, jaką zagospodarował Instagram, jest gigantyczna, a kierunek zmian nie przeszkadza użytkownikom.

Z badań, które w ubiegłym roku przedstawił Facebook, wynika, że aż 70% z miliarda użytkowników Instagrama otwiera aplikację, by być na bieżąco z życiem influencerów, a co za tym idzie z markami, które promują.

Przeczytaj także: 15 pytań, które musisz sobie zadać, zanim zdecydujesz się na współpracę z influencerem

Wzory z Państwa Środka

Tymczasem okazuje się, że ułatwienia dla konsumentów to nie jest rozwiązanie z Doliny Krzemowej, a zza Wielkiego Muru. I nie mówimy o niewielkim start-upie, a aplikacji, która z niepozornego komunikatora zmieniła się w jedno z najpopularniejszych narzędzi na świecie z 1,2 miliarda użytkowników w 2020 roku. Mowa oczywiście o WeChat.

Nic jednak dziwnego, że platforma chińskiego giganta technologicznego Tencent odniosła taki sukces. Za jej pomocą można telefonem załatwić niemal wszystko – od zapłacenia za romantyczną kolację, przed zorganizowanie telekonferencji lub prywatnej rozmowy, po złożenie pozwu rozwodowego. Ta superaplikacja, jak nazwał ją New York Times, to Facebook, Instagram, Amazon, Skype, Tinder, Slack, Apple Pay w jednym – czyli Święty Graal marketingu. W Chinach, gdzie płatności telefonem dokonamy wszędzie (restauracja, poczta, stragan warzywny), rozliczenia za pomocą WeChat Pay i AliPay stanowią aż dwie trzecie wszystkich płatności. 

Giganci zza Oceanu mają więc skąd czerpać wzorce. Markom z kolei łatwiej przewidzieć skutki zaangażowania się w nowe projekty Instagrama czy Facebooka. Przekształcenie się w centrum zakupowe, otwiera nowy, niewykorzystany rynek. Deutsche Bank szacuje, że dochody z zakupów na należącym do Facebooka Instagramie, w 2021 roku sięgną 10 miliardów dolarów.

Pozdrowienia z przyszłości

Możemy nie chcieć tego przyznać, ale nasze smartfony stały się „przedłużeniem naszego ciała”. Chodzą z nami wszędzie – na spotkania, na kolację, do kina, łazienki, leżą obok nas gdy śpimy – są z nami przez cały czas. To dzięki nim zazwyczaj rozpoczynamy i kończymy poszukiwania produktów, które chcemy kupić. W lipcu 50,88 % całego ruchu w sieci pochodziło właśnie z urządzeń mobilnych (według StatCounter). Gdy weźmiemy pod uwagę tylko Polskę – było to już 56,75 %.

Tymczasem od 2016 roku handel w sieci za pośrednictwem urządzeń mobilnych rósł rok do roku nawet o jedną trzecią. Jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa, firma badawcza eMarketer szacowała, że w 2020 roku osiągnie 2,91 miliarda dolarów – o 25,4 % więcej niż w 2019. Obecnie ten gigant zajmujący się badaniem rynku oczekuje, że wzrost handlu mobilnego będzie trwał i w przyszłym roku sięgnie 3,56 miliarda dolarów. Szczególnie że całkowity czas spędzony na urządzeniach mobilnych stale rośnie i podwoił się przez ostatnie pięć lat. Dziś przeciętny Amerykanin patrzy w swojego smartfona przez 2 godziny 55 minut każdego dnia.

Przeczytaj także: Instagram Stories jako nowa jakość komunikacji

Tam, gdzie realne spotyka wirtualne

Pomijając statystyki, położenie nacisku na sieć, staje się czymś, z czym trudno dyskutować. Około 80 % z nas, użyło choć raz telefonu do robienia zakupów w sieci, a COVID-19 prawdopodobnie nie ograniczył tej liczby. Wymuszona izolacja sprawiła, że coraz chętniej dokonujemy zakupów, nie wychodząc z domu.

Tymczasem Instagram i Facebook testują coś, co wkrótce może stać się normą w social mediach i kolejnym obowiązkowym punktem marketingowych strategii firm. Bo choć zachowania konsumentów czasem niezwykle trudno przewidzieć, to są pewne zasady, które pozostają niezmienne. Musisz być tam, gdzie twoi klienci, sprawić by zakupy stały się proste i być gotowym na udzielenie wszelkich informacji.

W miarę, jak granica między doświadczeniami realnymi a wirtualnymi staje się coraz cieńsza, zaciera się ona także w biznesie. Wie o tym każdy, kto choć raz widział, jak jego klienci buszują w sieci, przeglądając ofertę online, stojąc w środku fizycznego sklepu.

Odmień z nami swój biznes online

Postaw przed nami wyzwanie, opowiedz o problemie. My staniemy do walki.

Strona Harbingers wykorzystuje pliki cookies. Umożliwiają one sprawne działanie strony, narzędzi analitycznych, reklamowych i społecznościowych. Szczegóły na ten temat znajdziesz w Polityce Prywatności. Ustawienia cookies możesz zmienić w preferencjach swojej przeglądarki internetowej. OK