Kuba Klawiter – #GameChanger inny niż wszyscy

„Jak ładować baterię smartfonu, żeby wytrzymała dłużej”? A może chcesz poznać „Cztery chińskie produkty, na które warto polować i jeden, na który nie warto”? Wystarczy, że odpalisz Youtube’a i włączysz jeden z odcinków TechWeek – wiedza, którą tam znajdziesz, z pewnością Cię nie zawiedzie. Rzetelność, uczciwość i nieustanna ciekawość – to trzy główne elementy, które napędzają naszego #GameChangera do działania.

„Czasem frustracja PRowców (dlaczego on tak mówi, nie możesz mu zapłacić, żeby przestał?) wychodzi poza zamknięte biurowe pokoje. Potem na spółę z dziennikarzami, którym już zapłacić można, próbują kręcić afery. Pamiętajcie, że mnie to tylko napędza! <3 wygra z $ Zawsze!” – to jeden z najnowszych wpisów Kuby Klawitera na jego profilu na Twitterze.

Dziwią się jednak nie tylko wspomniani w Tweecie pijarowcy – bo jak to możliwe, że techniczny Youtuber ma sprzęt, który testuje i omawia, a jednocześnie nie lokuje produktu i ma ponad pół miliona subskrybentów? Zobaczcie, jak Kuba Klawiter stał się prawdziwym #GameChangerem.

Marketingowiec, handlowiec, prezenter, DJ – czy to aby nie za dużo?

Jak zaczynał Kuba Klawiter? YouTube wcale nie był jego pierwszym pomysłem na życie, który rozkręcał w pocie czoła, aż doszedł do wielkiego sukcesu. Jak przystało na dobrego ucznia, po zdaniu matury wybrał się na studia. Tak stał się absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku handel i marketing. Nie bardzo jednak przypadł mu wykształcony zawód do gustu. Swoich sił spróbował jako prezenter i DJ jednocześnie.

Kuba Klawiter najpierw zawitał do młodzieżowej stacji radiowej Kiss FM, nadającej w Poznaniu. Wkrótce przeszedł do lokalnej stacji telewizyjnej, by następnie powrócić do zawodu i zostać Marketing Managerem w wytwórni muzycznej My Music Records. Mając 25 lat nasz #GameChanger więc wciąż szuka i nie może się zdecydować. Aż w mediach pojawia się informacja: rusza kolejny sezon programu „Big Brother”. Kuba Klawiter przeżywa wtedy swój #Game Changing Moment.

„Uznałem, że przyglądanie się przypadkowym ludziom zamkniętym w domu i filmowanym przez 24 godziny na dobę może okazać się całkiem niezłą zabawą”

To jest strasznie długa i nudna historia. Kiedy postanowiłem, że chciałbym pracować w telewizji, ogłoszenia z ofertami takiej pracy pojawiały się w różnych gazetach. Przeglądałem je więc, wysyłałem CV, a potem z reguły zapraszali mnie na zdjęcia próbne i dopiero na tym etapie okazywało się, że to program typu call tv, czyli popularny wtedy format, w którym prezenterzy namawiali widzów, żeby wysyłali smsy i dzwonili. Potem odpowiadali na durne pytania i walczyli o kasę, której nikt nigdy nie wygrywał. Uważałem, że to straszny obciach występować w takim programie, więc kiedy producenci uznawali, że się nadaję, mówiłem, że to jednak nie to i może następnym razem. Ten sam scenariusz powtórzył się z 5 albo 7 razy i już zaczynałem tracić nadzieję, ale właśnie wtedy trafiłem na casting na prowadzącego Big Brothera. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, nie było to wiele mniej obciachowe niż te programy z smsami, ale wtedy tak nie myślałem. (…) Ja uznałem, że przyglądanie się przypadkowym ludziom zamkniętym w domu i filmowanym przez 24 godziny na dobę może okazać się całkiem niezłą zabawą. I tak zacząłem pracę w niszowej, ale jednak ogólnopolskiej telewizji.

Tak mówił o swoim kluczowym momencie w życiu Jakub Klawiter w wywiadzie z Szymonem Czekajem w lutym 2017 roku. Nie chodziło jednak o samego Big Brothera, ale o chwilę, w której nasz #GameChanger przekroczył pewną granicę. Pokonał przecież w konkursie na prowadzącego popularne show kilkuset kandydatów, w tym słynnych polskich aktorów i prezenterów, jak Piotr Szwedes, czy Piotr Zelt. Jak to możliwe? Producent wykonawczy programu mówił wprost, że to Kuba Klawiter wypadł najlepiej w próbach kamerowych. Powodzenie zapewnił mu: „żywy, dynamiczny styl prezentacji oraz trafne komentarze, które przykuwają uwagę i zapadają w pamięć”.

I chociaż z perspektywy czasu nasz bohater sam uważa, że program był nieco „obciachowy”, to on właśnie otworzył mu drogę do telewizji: „Później prowadziłem kilka innych mniej i bardziej udanych programów w TV4, o których prawie nikt nie słyszał, miałem też krótki epizod z TVP, który nie ma większego znaczenia, aż w końcu do współpracy zaprosiło mnie TVN Turbo”. Tak rozpoczął się program „Nowy Gadżet”.

Od telewizji do Internetu?

I tak i nie. Bo Kuba Klawiter od początku rozdzielał działalność w sieci od tej telewizyjnej – nie bez powodu rozpoczął je w bardzo przybliżonym czasie. W 2013 ruszył jego program w TVN Turbo. Jednak jako prezenter nie miał możliwości samodzielnego wybierania sprzętu, który chciał w programie sprawdzić – ktoś zawsze weryfikował jego wybory. Stąd właśnie już pod koniec września tego samego roku nasz #GameChanger wkroczył do Internetu.

W Internecie zyskałem pełną wolność, dzięki której dziś w telewizji także mogę pozwolić sobie na to, co chcę robić.

Kuba Klawiter nie przeszedł bowiem z telewizji do Internetu, ale traktując obie działalności oddzielnie (acz równolegle), nie bał się czerpać doświadczeń z obu i udoskonalać te strefy wzajemnie. I tak przejął wkrótce produkcję programu „Nowy Gadżet”. I tym samym zmienił całkowicie sposób prezentacji (zero lokowania produktów, które uznał za współczesną zmorę telewizji i Internetu). Jak wyjaśnia:

W praktyce oznacza to, że żadna firma z branży technologicznej (i nie tylko), choćby nie wiem ile zapłaciła, nie ma wpływu na to, co i jak pokazujemy w naszym programie. Co mnie i widzów bardzo cieszy. Branża się strasznie wkurza, ale tak to właśnie powinno działać.

Tak samo robi na swoim kanale na YouTubie. Nie wchodzi we współpracę z producentami, która mogłaby sugerować, że jego opinia na temat sprzętu jest podyktowana komercyjnym układem. Jeśli już ktoś wysyła mu produkt – Kuba Klawiter nie boi się go zmieszać urządzenia z błotem i odradzić jego zakupu, czy wytknąć pojedyncze, ale widoczne wady. I to właśnie wyróżnia moje #GameChangera. Nie tylko specjalistyczna wiedza, ale, tak rzadkie dziś w świecie influencerów, poczucie obowiązku dziennikarskiego.

Oddzielać, a nie dzielić – czyli przepis na sukces prawdziwego #GameChangera

Przyczyna [oddzielenia działalności w sieci od tej telewizyjnej] była prosta – nie chciałem, żeby ktoś kiedyś powiedział, że mam popularny kanał, bo pracuję w TVNie. Nigdy nie wykorzystałem TVNu do promocji swojego kanału i to przyniosło bardzo fajne efekty, bo często YouTubowi widzowie, dopiero po długim czasie oglądania mnie w Internecie orientowali się, że mam program w telewizji. Teraz, kiedy mój kanał zaczął się liczyć na YouTube w kategorii tech, mogę wreszcie zrobić to, o czym długo myślałem, czyli pokazać widzom w Internecie jak wygląda moja praca w telewizji.

To jednak nie wszystko. YouTube, według naszego #GameChangera, sprzyja intymności.

Takiej bliższej relacji między mną a widzem. Tego wciąż jeszcze nie jesteśmy w stanie uzyskać w telewizji, bo telewizja ma swoje wymagania techniczne, a żeby im sprostać, za kamerą musi stać cała banda ludzi. I ta banda nieco ten intymny charakter zmienia.

Kuba Klawiter jednak nie dzieli tych sfer, a po prostu je oddziela. Dzięki temu może udoskonalać obie. Po premierze każdego odcinka w TVN Turbo wrzuca na profil zakulisowe nagrania z planu, pozwalając budować pomału YouTubową „intymność”. Na kanale w sieci co tydzień w TechWeeku prezentuje najczęściej poruszane w mediach kwestie odnośnie do nowinek technicznych, ale w humorystyczny, przystępny sposób. I tu – podobnie jak w telewizji – oddaje sprawiedliwość wszystkim, którzy mu pomagają. Od montażysty, po widzów, podsyłających mu niekiedy ciekawie newsy.

https://www.youtube.com/watch?v=xjjBVRLFCt8

Nic dziwnego, że na YouTube zanotował już prawie 130 mln wyświetleń, jego profil na Instagramie obserwuje ok. 100 tys. osób, a Twittera 26 tys. Nie wspominając już o widzach przed telewizorami.

Zawsze jednak podkreśla dwie zasadnicze kwestie. Po pierwsze, problem finansowania przez producentów działalności Youtuberów (nie ocenia, pyta: jak mają żyć z tego, co robią inaczej?). Kuba nie boi się wytykać błędów i krytykować innych za brak rzetelności. Po drugie – jak przystało na prawdziwego #GameChangera – Kuba wie, że zmieniać świat można tylko poprzez swój własny nieustanny rozwój i realizację marzeń:

W moim przypadku te dwie platformy się świetnie uzupełniają, ale to nie jest koniec możliwości. To dopiero początek. Nie rozumiem ludzi, którzy rozwinęli swój kanał na YouTubie i teraz marzą im się występy w telewizji. Powinny im się marzyć występy na Netflixie czy Amazonie. W programie, który sami sobie wyprodukują według własnego pomysłu.

Podoba Ci się ten artykuł?
Oceń: